środa, 31 października 2007

Żeby nie było niczego!

To przewodnie hasło wyborcze pewnego kandydata na Prezydenta miasta Białegostoku i jednocześnie po wyborcze (może to ich program) HGW i PO.

Mam na myśli burze jak się rozpętała wokół stadionu X-lecia i planowanej budowy stadionu Narodowego. Pani HGW jest prezydentem prawie rok, o mistrzostwach wiemy od 7 miesięcy i co? I właśnie tyle czasu potrzebują neurony w głowie Pani Hani aby wypowiedzieć się w tej sprawie. Niestety, tylko wypowiedzieć się, nie pomyśleć! Pani Prezydent Warszawy chce się pozbyć z miasta tak dużej inwestycji, jednak mi się wydaje że szybciej Warszawiacy pozbędą się Pani Hani. Mam nawet świetną propozycje, Bufet(bar mleczny) "Złota kurka" przy marszałkowskiej w pobliżu Placu MDM, dla nie warszawiaków dodam że to coś w rodzaju współczesnego baru "Apis" z Misia Barei.Ale wracając do tematu, pomijając nawet najważniejsze zastrzeżenie dotyczące uciekającego czasu, którego nie zatrzymają nawet głosy nowej koalicji, jest kilka jakże prostych powodów aby budować stadion tam gdzie zaplanował "straszny PIS".

Oto nie które z nich:

- komunikacja! ta lokalizacja jest w idealnym pod tym względem miejscu, stacja kolejowa, klika linii tramwajowych, dziesiątki linii autobusowych z wszystkich stron, no i planowana linia metra, która upadnie bez tego stadionu.
- rachunek ekonomiczny! W Polsce stadiony zawsze przynosiły straty, ale moim zdaniem jest szansa przynajmniej jeśli nie wyjść na zero to je zmniejszyć! Kiedyś stadion to był nasyp ziemny, dziś w trybunach stadionu można zmieścić, galerię handlową, super market, baseny, może biura... Przecież nikomu nie będą te rzeczy potrzebne w Łomiankach!
- no ale jest też argument przeciw, całkiem solidny $, chodzi mi o 3mld złotych warte teren! A może neurony Pani HGW nie pracują tak źle?! A może na tym terenie Postawić Lodziarnie w kształcie ekskluzywnego osiedla (developerzy aż się palą). Ta koncepcję podsumuje w ten sposób: "W sklepach 21 X zabrakło kopert, lody, lody, lody! "

Pozdrawiam
p.s. a warszawiacy niech juz kupują dekodery aby mistrzostwa zobaczyć!

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Troche nie na temat i "stare" info , ale moze ktos nowy zobaczy kto i jak w Polsce rozdaje karty:

http://www.polonica.net/czerwone-zyciorysy_Michnik.htm

http://www.polishforums.com/polish_jews_they_changed_their-34_6470_0.html

W drugim linku prosze takze przejsc na strone 2 i zobaczyc sobie zdjecie pana A.K.

Chowanczak pisze...

Nieznana historia prawowitych właścicieli gruntu Stadionu Dziesięciolecia - rodziny Chowańczaków.

Grunt, o którym mowa był kupiony przez mojego pradziadka Arpada Chowańczaka.
Arpad urodził się w Tatrach. Podobno jego przodkowie przechowywali sławnego Janosika, (niektórzy historycy piszą, że nie tylko go ukrywali ale też byli częścią jego grupy).
Jako bardzo młody chłopiec zaczął pracę w rzemiośle futrzarskim a jego jedynym kapitałem była własna praca.
Wynajął pokój od rodziny Potockich na Krakowskim Przedmieściu 17. Z czasem jego firma przekształciła się w największą firmę futrzarską w Polsce. Niektóre osoby twierdziły nawet, że była największą w Europie.
Do klientów firmy należeli: Pola Negri, Lola Halama, Eugeniusz Bodo, Mary Mrozińska, Prezydent Ignacy Mościcki, Ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych Józef Potocki , Ambasador Wielkiej Brytanii w Warszawie, sir Howard Kennan, postacie z rządu i inne osobistości.
Firma eksportowała do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Anglii i do Chin.
Firma stale rosła, zakupiła od Potockich skrzydlo pałacu, otworzyła swój bank, budowała kamienice, miała swoją flotę wozów i robiła to co dziś można nazwać “delivery” futer. Jednocześnie promowała i wspierała polską kulturę i polskich artystów.
Ale co najważniejsze, zawsze bardzo troszczyła się o dobrobyt swoich pracowników.
Gdy przyjechałem do Polski, poznałem wiele osób, których przodkowie pracowali w firmie mojego pradziadka, między innymi Pan Inżynier Janusz Okoń (bohater Powstania Warszawskiego). Spotkanie z nim było bardzo wzruszające. Podczas Powstania był małym chłopcem i walczył (jako łącznik) pod rozkazami Pułkownika Tyszkiewicza, pseudonim “Góral”, który bronił willi mojego pradziadka na Mokotowie, obecnie przy ul. Morskie Oko. Właśnie jego ojciec pracował w firmie mojego dziadka. Wzruszające były jego opowiadania i opinie przekazane na temat firmy Chowańczaka. Ojciec pana inżyniera czuł się dumny z faktu, że tam pracował.
Arpad Chowańczak zmarł w 1949 r. Jego rzeźba znajduje się w sali wielkich Polaków w Muzeum Alfonsa Karnego.
Syn Arpada, Jan Daniel - mój dziadek, już jako młodzieniec brał czyny udział w ruchach wyzwoleńczych Narodu Polskiego i za działalność w organizacjach niepodległościowych został aresztowany i uwięziony w 1916 r.
Zanim wybuchła II wojna światowa The Overseas Bank of London starał się przekonać mego dziadka, by ewakuował kapitał z Polski i wyjechał z rodziną.
Jego odpowiedź była kategoryczna: “nie wyciągnę grosza z Polski i tym bardziej wtedy kiedy ojczyzna ich najbardziej potrzebuje”.
Po wybuchu wojny Jan Daniel organizował obronę Warszawy u boku Prezydenta Stefana Starzyńskiego.
Już po kapitulacji Warszawy przy pewnej okazji oficer Wermachtu sugerował mu: “Twój syn bardzo dobrze by wyglądał w niemieckim mundurze”. Jak zawsze jego odpowiedź była stanowcza: “Mój syn będzie używał tylko mundur Wojska Polskiego”. Podczas okupacji zorganizował komplety, ukrywał ludzi ściganych przez Gestapo, między innymi dużo rodzin pochodzenia żydowskiego. Wykupywał zakładników i przed Powstaniem Warszawskim skupywał wielkie ilości broni od skorumpowanych żołnierzy niemieckich wracających z Frontu Wschodniego.
Podczas Powstania Warszawskiego Jan Daniel został wzięty do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, ponieważ nie chciał współpracować z Niemcami był torturowany, szczuty psami, zmarł na skutek gangreny w 1949 roku.
W uznaniu jego działań Stowarzyszenie Żydowsko Polskie w Argentynie w osobie Pana Dr. Marcosa Resnizky’ego wszczęło postępowanie w instytucie Yad Vashem w Izraelu aby zostało zasadzone drzewo jego imienia w Alei Sprawiedliwych.
Dzieci Jana Daniela: Anna i Stanislaw Chowańczakowie (http://www.polish-heroes.org/paginas/heroes-pol.html) również walczyli w szeregach A. K. Anna z pseudonimem „Anka” służyła jako sanitariuszka i goniec. Została wzięta jako zakładniczka przez Niemców w Hotelu Bristol, następnie uciekła z obozu w Pruszkowie.
W swoich wspomnieniach Generał Tadeusz Komorowski, wymienia ją jako osobę, która zawiadomiła go, że jego żona żyje. Stanisław przystąpił do konspiracji w roku 1940 mając 15 lat. Otrzymał pseudonim „Szczeniak”, ale kiedy podrósł uzyskał pseudonim „Jan” na cześć ojca. Podczas okupacji skończył liceum ogólnokształcące po kryjomu w liceum im. Mikołaja Reja. W A. K. studiował też jako uczeń Szkoły Podchorążych. Jego pierwszą misją było odzyskanie i transport uzbrojenia ukrytego przez Wojsko Polskie w 1939 roku. W pewnym momencie, gdy przenosił karabin Mauser ukryty w paczce, pakunek rozpadł się i broń wypadła na ulicę, było to na Krakowskim Przedmieściu i tylko cudem nie zostało zauważone przez Niemców. W roku 1943 dostarczał pomoc dla Żydów w getcie. Później powierzono mu niebezpieczną misję szpiegowania ruchów Gestapo. W roku 1944 walczył w Powstaniu Warszawskim, w pierwszym ataku na fortecę żandarmerii niemieckiej. Jeden z wybuchów był tak silny, że przez długi czas nie mógł podnieść głowy z ziemi, pomimo tego nie bał się rzucać na czołgi niemieckie butelek z benzyną, Jego mocna budowa i siła fizyczna pozwalały mu przenosić rannych podczas niemieckiego ostrzału. Pod koniec Powstania sam został ranny.
W ostatnich dniach Powstania sekcja mojego ojca miała nieprawdopodobne straty. Mój ojciec został jej dowódcą. Po ewakuacji Mokotowa wszedł ze swoimi ludźmi do kanałów. Mało o tym opowiadał, jednak słyszałem, że gdy wyszedł miał być rozstrzelany przez Gestapo.
Jakimś cudem oficer z Wermachtu, nie godzący się z metodami Gestapo, przeciwstawił się egzekucji.
Przeszło 60 lat od tego wydarzenia, dwa lata temu dostałem od Pułkownika Eugeniusza Ajewskiego (bohater Powstania Warszawskiego, który znał całą moją rodzinę) dokładną relację przejścia kanałami i morderstwa 120 Polaków na ul. Dworkowej, już po kapitulacji.

Ojciec trafił do Pruszkowa. Potem został zabrany do obozu jeńcow w Sandbostel.
Tam bardzo schudł (najgrubszą częścią jego nogi było kolano). Głód wpłynął negatywnie na jego zdrowie i wzrok. Jakiś czas potem otrzymał paczki z Czerwonego Krzyża i to trochę pomogło w odzyskaniu sił. Przy pewnej okazji kiedy jeden ze strażników zobaczył, że on i jego towarzysze wykonywali prace powiedział im: “Wy Polacy jesteście leniwi nie nadajecie się do pracy”, po czym pokazał im jak pracę tę wykonałby on sam. Wtedy Stanisław odparł, że podziwia jak on ją wykonuje i że oni się jeszcze nie nauczyli pracować w ten sposob. Wartownik bardzo się ucieszył pochwałą i sam skończył czyszczenie całego baraku. Po pewnym czasie grupa starszych więźniów postanowiła uciec i Stanislaw z nimi. W czasie zmiany straży rozbroili opiekunów i uciekli. Stanisław opowiadał, że kiedy alianci bombardowali, na niebie było tyle samolotów, że zasłaniały słońce. W miastach, nad którymi przelatywały bombowce zostawały tylko kupy gruzów. W roku 1994 podczas obchodów 50 -lecia Powstania Warszawskiego Stanisław spotkał się z osobą, która właśnie zaplanowała tę ucieczkę i wtedy zapytał się go “Ja jestem bardzo wdzięczny ześ mnie włączył do tej grupy uciekinierów, ale mógłbyś mi powiedzieć dlaczego mnie właśnie wybrałeś?” Ten człowiek popatrzył się na niego i z uśmiechem odpowiedział “Byliśmy dosyć blisko od wojska alianckiego i ty byłeś jedynym mówiącym poprawnie po angielsku i francusku”. Po wojnie Stanisław studiował ekonomię w Belgii skąd przyjechał do Argentyny. Dopóki nie opanował języka był zmuszony do pracy jako robotnik budowlany aby zarobić na życie.
W Argentynie założył rodzinę i własną firmę.
Nie mógł wrócić do Polski aż do roku 1987 gdyż było zagrożone jego życie.

Przedstawiłem te fakty aby zwrócić uwagę na historyczne i moralne aspekty związane z własnością terenów dzisiejszego Stadionu Dziesięciolecia. Sądzę, że sprowadzenie zagadnienia wyłącznie do kwestii tylko ekonomicznych byłoby krzywdzące dla osób, których losy przytoczyłem.

Andrzej Chowańczak.
Buenos Aires-Argentyna